Tag

szpital psychiatryczny

Odkąd pamiętam książki o wiele bardziej działały na moją wyobraźnie niż filmy. Choć trudno mnie przestraszyć (lejąca się krew mnie obrzydza, nie straszy) pamiętam, że kiedyś bałam się pójść w nocy do łazienki bo… czytałam książkę o mordercy, który autentycznie mnie przeraził. Był dla mnie tak realny, że byłam pewna – czyha na mnie gdzieś na okniem.

I jeśli chodzi o straszenie – motyw starego szpitala psychiatrycznego w horrorach okropnie mnie wkurza. Jest już zresztą do bólu oklepany. Zasmuca mnie robienie z pacjentów takich szpitali wariatów, którzy mordują i albo w ogóle straszą po swojej śmierci. Dlaczego nie kręcimy filmów o szpitalach onkologicznych, gdzie łyse czaszki wyskakiwałyby z każdego kąta? Bo to niestosowne. Ale nabijać się z osób chorych psychicznie? Jak nabardziej!

Z drugiej strony jestem w stanie do jakiegoś stopnia zrozumieć lęk przed starymi szpitalami psychiatrycznymi, bo okrucieństwo z jakim traktowano niegdyś osoby chore jest… owszem, przerażające. I choć mamy XXI wiek nadal odczuć można tego konsekwencje. Niestety, zapominamy o tym, że chorzy nie są niczemu winni i niczym sobie na to nie zasłużyli. Nie są gorszej kategorii dlatego, że chorują psychicznie, a nie np. na serce czy cukrzycę.

Wracając do literatury, chciałam Wam przedstawić dwie książki z motywem szpitala psychiatrycznego – ale nie po to, żebyście mogli trochę się nastaszyć „wariatami”, ale by dać Wam cynk o historiach, choć fikcyjnych, to jednak całkiem nieźle ilustrujących to, jak wyglądało życie osób zamkniętych w szpitalach psychiatrycznych na przełomie XIX i XX wieku.

Chyba nie muszę wspominać, że nie zawsze byli to ludzie chorzy psychicznie? Oraz że, niestety, ale i Ci poważnie chorujący nie otrzymywali takiej pomocy, jaką powinni.

Inline
Inline