Tag

macierzyństwo

Najczęstszym zwrotem, który wypowiadam do swojego syna, zaraz po „Nie wolno” i „Przestań”, jest „i tak Cię kocham”.

Kiedy brudzi mi ściany plakatówkami, kiedy ucieka mi z placu zabaw, kiedy nazywa mnie „głupią mamą”, w końcu – kiedy sadzam go do kąta, a on żałośnie zawodzi, mówię: „jestem na Ciebie zła, ale i tak Cię kocham”.

Panicznie boję się tego, że nauczę go miłości warunkowej. A przecież właśnie to sama sobie robię codziennie. Nieustannie jestem na warunkowym.

Na początku miałam żal o moje dzieciństwo i dorastanie, bo ewidentnie ktoś spaprał robotę. Bo może gdzieś po drodze spaprałam ją sama. I że to już tak definitywnie, nieodwracalnie, amen. Dlatego to rozkminiałam – przy okazji obsesji dobrych ocen – nie chcecie wiedzieć, jak czułam się przy pierwszych w życiu trójach i dwójach w liceum. Siedziałam i ryczałam, a dziewczyny próbowały mi wytłumaczyć, że to, jaką mam średnią nie określa mnie jako osoby. Brzmi śmiesznie? Dziś takie jest, wiem – ale wtedy nie było.

Wiele rzeczy sobie wytłumaczyłam i zrozumiałam, ale poznawanie samej siebie to żmudny proces. Rozkładasz i składasz się wciąż od nowa, pytasz i nie znajdujesz odpowiedzi, szukasz po omacku, gubisz się w niewiadomych. Ale i tak nigdy nie masz dosyć.

Inline
Inline