Niepokój

Niepokój mi się rozsiał pod skórą. Co mam zrobić z tymi wszystkimi godzinami, które się na mnie wylewają i żądają, by czymś je uzupełnić? Nie upycham sobie policzków pozorami. Wiosenne słońce razi mnie w oczy i z żalem zaciągam rolety. Nie chcę Cię dziś, świecie.

Nie chcę samej siebie dziś nosić i znosić, ale nie mogę przecież wyjść i trzasnąć drzwiami. Tak jak Ty, ty mogłeś, kiedy już mnie nie chciałeś. I spokojnie, nie jest mi smutno. Chciałabym po prostu pójść w Twoje ślady.

Wciąż mam je chyba na szyi.

Jestem rozedrgana. Jakby ktoś we mnie grał staccato, urywał po kawałku każdą moją chęć i próbę. Jestem coraz, co-raz, c-o-r-a-z bardziej rozdrobniona. Myśli rwą mi się jak papier, myślę więc tylko powierzchownie, nie chcę myśleć dokładnie.

Robię sobie opatrunek z nieposłanego łóżka, obtaczam się w ciszy jak jeszcze ciepły pączek w cukrze pudrze. Też chciałabym mieć w sobie jakąś słodycz. Ale słodycze przychodzą do mnie same, wciskają się pod kołdrę, całują w oba policzki i przypominają mi o śniadaniu. A ja przypominam sobie, ile w życiu mam miłości. I wtedy znika niepokój, godziny wypełniają się planami, podciągam rolety.

No to chodź tu, świecie.

Podobne posty:

Inline
Inline