Książki trzymające w napięciu #1

Macie ochotę na coś porywającego, mrożącego krew w żyłach, przerażającego, nieprzewidywalnego – i innego ‚owego? Zabrakło mi już oklepanych przymiotników, ale mam nadzieję, że czujecie się zachęceni? 😉

Rozkminiam ostatnio jak pisać o książkach, żeby to było ciekawe. Bo chcę o nich pisać – mam przez nie za dużo w głowie i muszę to gdzieś wymalowywać. Po za tym trzeba się dzielić dobrem, a od złego strzec! Kompletnie nie czuję pisania pojedynczych recenzji, takie posty u innych traktuję przede wszystkim jako źródło inspiracji i rzadko czytam je w całości (wiem, jestem okropna). Po prostu wolę czytać książki niż recenzje.

Uwielbiam za to różnego rodzaju zestawienia, gdzie mogę znaleźć dla siebie kilka propozycji do wpisania na listę „do przeczytania”. I sama chyba też chciałabym coś takiego tworzyć. Ja postanowiłam coś takiego stworzyć!

Ciekawe kryminały i thrillery
– cykl blogowy Książki trzymające w napięciu

 

Mam dla Was kilka pozycji z gatunku kryminał/thriller. Cykl roboczo nazwałam „W napięciu” –  i mam nadzieję, że znajdziecie tu coś dla siebie!

Zaczynam od autorki – Lisy Gardner – której książki zachwyciły mnie już jesienią – choć przyznaję, że zdania na temat jej kryminałów są podzielone (rozmawiałam o Lisie na jednej z książkowych grup na fejsie).

 Pełna lista serii Lisy Gardner

W styczniu przeczytałam jej dwie książki – niestety nie czytam ich w kolejności, bo najpierw przeczytałam to, co było w mojej bibliotece (daaaawno temu), a dopiero ostatnio znalazłam ją na Legimi (o którym jeszcze będzie!).

„Pożegnaj się” – Lisa Gardner

To jeden z tych kryminałów, które naprawdę ZAPADAJĄ W PAMIĘĆ. Głównie za sprawą postaci seryjnego mordercy, jego metod i upodobań (nie wiem, czy można to tak nazwać). W każdym razie – w książce naprawdę dużo jest… pająków.

Gdyby sadystyczny morderca torturując Cię, kazał Ci wskazać osobę, która jest dla Ciebie najważniejsza na świecie, kogo byś wybrała?

Okropne, co? Zwłaszcza jeśli wiesz, że kolejną ofiarą będzie właśnie ta osoba.

To brutalna historia, w dodatku zamieszane są w nią niewinne dzieci. Dlatego po pierwsze trzeba stalowych nerwów, by przez nią przebrnąć (nie wiem jakim cudem ja mogę, skoro mam tak wysoką neurotyczność), po drugie po prostu trzeba lubić tego typu powieści (w których jest mnóstwo okazji do analizowania, również drugiego /często porąbanego/ człowieka), bo jeśli szukamy w literaturze odpoczynku czy chwili oderwania od rzeczywistości, to nie wiem czy to dobry wybór. Nie, to zdecydowanie nie jest dobry wybór.

Więc „Pożegnaj się” Lisy Gardner tylko dla miłośników trudnych i brutalnych kryminałów.

 

„Znajdź ją” – Lisa Gardner

„Znajdź ją” to kolejny, moim zdaniem, oryginalny kryminał Lisy. To też najnowszy tom całej sagi z detektyw D.D. Warren (podlinkowałam Wam ją u góry).

Wyobrażcie sobie zamknięcie w skrzyni o wymiarach trumny. Oczywiście, jesteście w pełni świadomi. A teraz wyobraźcie sobie, że w takiej trumnie przetrzymuje Was porywacz. Długo, bardzo długo.

Ale w tej książce znajdziemy coś więcej niż krwawe zbrodnie i sadystycznych psychopatów. Autorka sprytnie przemyca motyw ocalałych – a więc osób, które przeszły piekło (wymknęły się oprawcy, były torturowane, przetrzymywane itp.), ale które starają się wrócić do swojego życia „przed”. Wydawałoby się, że spełnia się marzenie ich i ich bliskich – wracają żywe, OCALAŁY.
A jednak ich życie jest cholernie trudne.

W „Znajdź ją” fajne jest też to, że już na początku zaczynamy się zastanawiać czy ofiara jest rzeczywiście ofiarą. Niekonwencjonalny i oryginalny (na tyle, na ile może taki być w tym gatunku) pomysł na główną bohaterkę. Ja  przepadłam.

kryminały z rozbudowanym tłem obyczajowym

Mam wrażenie, że wiele osób, które nie polubiły sagi o Fjällbace autorstwa Camilli Lackberg są rozczarowane, bo oczekiwały trzymających w napięciu, krwistych i brutalnych kryminałów, a dostają coś z goła innego. Owszem, saga o  Fjällbace trzyma w napięciu – mniej lub bardziej (w zależności od konkretnego tomu), ale nie jest brutalna w taki sposób jak np. saga Tess Gerritsen (która właściwie różni się pod wszystkimi możliwymi względami – ale potrzebuje jej jako przykładu naprawdę brutalnych morderstw), w tle nie zobaczymy wielkiego miasta – to w końcu opowieść o małym miasteczku, w którym kilku niedoświadczonych gliniarzy mierzy się z bardzo skomplikowanymi morderstwami. Często ich rozwiązanie wymaga cofnięcia się o kilkanaście lat wstecz.

Ogromną zaletą twórczości Camilly jest (jak w podtytule wyżej) rozbudowane tło obyczajowe. Autorka, mówiąc kolokwialnie, bardzo zna się na ludziach, doskonale rysuje ich portrety, pokazuje nam coś więcej niż rozbebrane zwłoki i psychopatyczne umysły. Właśnie dlatego bardzo ją cenię i często mam do rozkminiania coś więcej niż tylko odwieczne w kryminałach „kto zabił?”.

 

Jeśli chodzi o konkretne tomy z tych, które przeczytałam w tym roku – o wiele bardziej podobał mi się „Kamieniarz” niż „Ofiara losu”. Głównie z powodu historii, nie warsztatu pisarki. Ale koniec końców – polecam całą sagę.

Pełna lista sagi Camilly Lackberg

Pełna lista sagi Tess Gerritsen

 

„Milczące dziecko” – Sarah A.Denzil

Twoje dziecko zaginęło podczas powodzi 10 lat temu. Wtedy wyłowiono tylko jego kurtkę. Załamałaś się. Przetrawiłaś żałobę.

Dziś jesteś ponownie w ciąży, spotkałaś mężczyznę swojego życia – wszystko zdaje się układać. I wtedy dostajesz telefon – odnaleziono Twojego syna. Tego, z którego śmiercią się pogodziłaś – w końcu – tego, którego uznano za zmarłego. Gdzie podziewał się przez te wszystkie lata? I co się z nim stało?

Nie mówi. Nie reaguje na Twoje słowa, Twój dotyk ani na ludzi wokół siebie. Czy to naprawdę Twój syn? I co mu zrobiono?

To nie jest książka, która będzie Cię zaskakiwać i skręcać z ciekawości. To nie jest też książka, która sprawi, że będziesz robił wiatr, przewracając strony. Typowo, przyśpieszy pod koniec. Ale warta uznania jest tutaj postać głównej bohaterki. Polubiłam ją. Była dla mnie mądrą i rozsądną kobietą.

„Stracona” – Amy Gentry

Julie uprowadzono w nocy z własnego domu. Na oczach jej młodszej siostry, zamkniętej w szafie i sparaliżowanej ze strachu. Magiczny początek. Możesz się tylko domyślać, jak po takiej tragedii wyglądało życie tej rodziny.

Wracamy po ośmiu latach. Poznajemy matkę, pogodzoną ze śmiercią jednej z córek, próbującą w jakikolwiek sposób dotrzeć do drugiej. Tej z szafy. Tej, której nikt nigdy nie zarzucił wprost, ale która wie. Dlaczego, do cholery, nie zaczęłaś wtedy krzyczeć? Dlaczego nie wzywałaś pomocy?

Aż tu nagle puk, puk. Przed drzwiami stoi ona. Julie. Po ośmiu latach nieobecności. Porwane przed laty dziecko wraca do domu. Czy nie takich szczęśliwych zakończeń chcemy w życiu? Czy nie takie historie porywają tłumy? Ocalała. Uwolniła się. Przeżyła. Niemożliwe staje się realne, namacalne, dzieje się. Dzieje się niemożliwe. Spóźniony cud, w który wszyscy zdążyli już zwątpić. Podobnie, jak w „Znajdź mnie” Tess Gerritsen.

Tylko co jest później? Co jest po wyjściu z więzienia, czymkolwiek to więzienie było? O tym nie myślimy, nad tym się nie zastanawiamy. Wróciła – i od teraz żyli długo i szczęśliwie.

Gówno prawda.

Powrót to dopiero początek. Bo Julie jakby wróciła i jakby nie wróciła. Jakby ona i jakby nie ona. Dlatego zaczynamy węszyć. Pojawia się prywatny detektyw, pojawiają się dowody, poszlaki, nieścisłości. Czy kobieta, która w ostatnie popołudniu zapukała do domu jest dziewczynką, która z tego domu wyszła osiem lat temu?

Rozsmakowałam się w głównej bohaterce. Nie mogłam przestać jej analizować, nie mogłam się powstrzymać i stawiałam się na jej miejscu; rozglądałam się, próbowałam poczuć to, co czuła ona. Wyobrażałam sobie decyzje, które podejmowała. Szukałam przyczyn i chciałam ułożyć z tych tragedii jakiś łańcuch przyczynowo-skutkowy. I nie chodziło mi o wydarzenia jako takie, bo to robiłam swoją drogą, chodziło mi o to, co stało się z jej osobowością, co stało się z jej psychiką. Po kolei. Dlaczego i jak. Ale wciąż mi się wymykała. Ona nie wiedziała i jak też nie wiedziałam kim jest naprawdę.

Inni bohaterowie – żywi. Żadne marionetki, papierowe figurki czy kamienne płoty. Prawdziwi i, co ważniejsze, ciekawi ludzie. Matka, która dzwoni do detektywa OD RAZU po otrzymaniu niepokojącego telefonu. Nie odkłada „na później” i nie udaje, że wszystko w porządku. Ojciec, który niejako symbolizuje to, co dzieje się z całymi rodzinami po stracie dziecka. I córka – ta z szafy. Teraz dorosła, studiująca z dala od domu.

Mnie osobiście ten thriller porwał.

„Manipulantka” – Isabel Ashdown

” Porwane dziecko. Załamana matka. Siostra, która niczego nie pamięta. W czyją wersję wydarzeń uwierzysz?” 
Mogłoby się wydawać, że najważniejszym wątkiem jest tutaj porwanie dziecka i jego poszukiwania, ale miałam wrażenie, że jest to tylko „spinka”, która trzyma całość i nadaje sens fabule. Jest swoistym pretekstem do opowiedzenia zupełnie innej historii – odrobinę wstrząsającej, bardziej niż smutnej.

Marzyłaś kiedyś o siostrze bliźniaczce? Ja tak. Albo w ogóle o siostrze, bo mam dwóch braci. A przecież tyle się słyszy o więzi, jaka łączy bliźniaczki, wydaje się ona wręcz mityczna. A przynajmniej – bardzo silna i głęboka. Oczywiście, jak wszędzie i we wszystkim istnieją wyjątki. W „Manipulantce” możemy prześledzić i zaobserwać właśnie taki dość ciekawy wyjątek. Ale uważajcie – to nie tak, że te siostry się nienawidzą – to byłoby zbyt łatwe do zrozumienia i przedstawienia. Dostajemy za to naprawdę ciekawe mechanizmy psychologiczne.
 

Główne bohaterki są naprawdę ładnie „zrobione”. W trakcie czytania towarzyszyło mi sporo refleksji. Od jakiegoś czasu właśnie to namiętnie uprawiam w czytaniu – analizuje osobowości przedstawionych postaci. Jednej, drugoplanowej, nie zrozumiałam. Motyw jej zachowania wydał mi się naciągany, ale to tylko taki niuans.

W którymś momencie zdajemy sobie sprawę, że, cholera!, każdy w tej rodzinie ma coś na sumieniu i na dobrą sprawę każdy z nich może mieć coś wspólnego ze zniknięciem Daisy. Ale czy to oznacza, że śledzimy ich losy z zapartych tchem?

Pewnie, że zwroty akcji są – jakby mogło ich nie być? Thriller jest bez nich jak pączek bez nadzienia – przestaje być pączkiem. Tak więc zwroty (czy jeśli wolicie – nadzienie) są fajnie rozegrane, choć nie mogę powiedzieć, by wgniotły mnie w kanapę. Może to skutek tego, że czytam naprawdę wiele thrillerów/kryminałów i staję się coraz bardziej wymagająca, bardziej odporna (co wcale mnie nie cieszy).

I tym akcentem chciałabym zakończyć ten mini przegląd książkowy, bo…czekają na mnie kolejne lepsze i (oby nie!) gorsze kryminały i thrillery –  o których obiecuję poinformować w kolejnej osłonie blogowego W NAPIĘCIU! 🙂

Dajcie znać, czy podoba Wam się taka forma tesktów o książkach – zwłaszcza, jeśli lubicie kryminały – czy nie wolicie takich tematycznych/gatunkowych podsumowań?

 

 

źródło zdjęcia

Podobne posty:

Inline
Inline