Czy psychologię studiują świry i czy są niebezpieczne?

Na psychologię idą świry. Psychologię studiują świry. Szukasz świra? Przejdź się na wydział psychologii.

To przekonanie jest tak głęboko zakorzenione w zwykłych Kowalskich i Nowakach, że wyrywanie owych korzeni potrwa jeszcze kilkanaście lat – jeśli w ogóle dojdzie do skutku. Wystarczy jedna nieprzystosowana jednostka na roku, by postronni obserwatorzy stwierdzili „A nie mówiłem? Wariaci!”.

Pomijając już to, jakiego właśnie użyłam słownictwa (wstyd mi, autentycznie), takie przekonanie jest ogromnie krzywdzące. Niestety, ale wciąż „leczysz się psychiatrycznie” to w większości przypadków obelga, a „chodzę do psychologa” sprawia, że niektórzy ludzie patrzą na Ciebie podejrzliwie.

Ktoś powinien to zbadać i policzyć, wiecie, tak statystycznie – żeby było wiadomo, czy rzeczywiście na psychologii jest więcej osób z problemami natury psychologicznej niż na innych kierunkach. Bo mnie osobiście wydaje się, że to cholerna bzdura. Jak wyżej – wystarczy jeden przypadek, a wszyscy zostajemy zakwalifikowani nie do osób, które potencjalnie (jeśli wybiorą taką drogę) w przyszłości będą pomagać innym, ale do osób, którym pomagać trzeba. A nie! Przecież myśmy poszli na te studia żeby samemu się wyleczyć!

Każdy może studiować psychologię – czy to jest niebezpieczne ?

Kiedy myślę o zagrożeniach związanych z tym, że studiować psychologię może każdy (kto ładnie zda maturę lub wyda odrobinę hajsu) to rzeczywiście można się lekko przestraszyć. No bo pomyślcie o zaburzonym człowieku, np. z nieleczonym bordeline, który jakimś cudem (wątpię, ale) skończy 5-letnie studia, a później bezreflekcyjnie otworzy swój gabinet i zaprosi na kozetkę niczego nieświadomą młodziutką dziewczynę po trudnych przejściach albo mężczyznę w podeszłym wieku, któremu umarła żona.

Jeśli nie przepracował swoich problemów i po prostu z buta wybrał się do pacjentów z tym, co miał – ze swoimi negatywnymi uczuciami, ze swoimi schematami, ze swoimi problemami – to może być niebezpieczne. Boże,  ale jacy pacjenci? Najważniejsza kwestia – pamiętajcie, że po 5-letnich studiach psychologicznych NIE JEST SIĘ PSYCHOTERAPEUTĄ. Nie ma się ani umiejętności ani uprawnień do prowadzenia terapii. Z każdym semestrem widzę to coraz wyraźniej. Dlatego nastolatki, które marzą o zostaniu psychologiem powinny wiedzieć, że po 5 latach nie bedą prowadzić terapii.

Zgrzytam też zębami, kiedy słyszę o tym, że skoro się tnę/mam depresję/nie umiem się dostosować to będę dobrym psychologiem, bo zrozumiem swoich pacjentów. Hej, nie! To tak nie działa!

Być może będziesz, może to rzeczywiście atut, ale szansę na to masz tylko po tym, jak przepracujesz siebie i „swoje wszystko”. Czytam o „młodych psychologach bez papierka” i mam ochotę odpowiedzieć: „No tak. Kardiolog po liceum też spoko”.

Psychologia to nauka. To teorie, techniki, zasady. To warsztat. Psychologią nie jest odpisywanie na smutne wiadomości innych ludzi. Może to być pośredni sposób na to, by zrozumieć, co chciałabyś robić w życiu. Może to jakiś minimalny pre-wstęp do tematyki psychopatologii, którą chciałabyś sie zajmować. Może to oznaka, że masz ku temu predyspozycje.

Ale to jeszcze nie psychologia.

Myślicie, że zagubiona nastolatka, która trafiła na nieprofesjonalnego psychologa jest świadoma, że to element odstający? Nie. Dziewczyna znienawidzi całą populację psychologów i nigdy nie przekroczy już progu żadnego gabinetu, gdzie na tabliczce napis będzie głosił „psycholog”.

Na szczęście poczta pantoflowa działa i ma się dobrze, a prawdziwych i dobrych psychologów wciąż jest wielu.

Z drugiej strony studiowanie psychologii nie równa się praktykowaniu jej później w stereotypowy sposób – a więc gabinet, sesje psychologiczne, terapia. Na szczęście, coraz więcej mówi się o tym, jak szerokie zastosowanie ma psychologia. I jak wieloma rzeczami można się po niej zajmować – a co za tym idzie, zajmować się pomimo swoich problemów, które mogłyby szkodzić w pracy terapeuty, ale raczej nie będą tego robić w pracy pijarowca.

Warsztaty kreatywności, treningi asertywności, reklama i marketing (również w social mediach), mediacja, selekcja i rekrutacja pracowników, HR – w tym wszystkim można się zaczepić po takich studiach. Więc wcale nie musisz nadawać się na terapeutę (tutaj wklejam facjatę freuda bo to taka legenda).

I teraz uwaga: Ja sama nie mam nic przeciwko temu, by ktoś świadomy swoich problemów psychologicznych studiował psychologię. Bo go to interesuje, bo pasjonuje go ludzka psychika – w tym jego własna – bo dzięki temu chce być jeszcze bardziej świadomy swoich zaburzeń czy samego siebie. Ale nie ma to wtedy nic wspólnego z potocznym przekonaniem o tym, że Ci ludzie chcą „sami siebie leczyć”. Zazwyczaj uczęszczają na terapie, być może leczą się farmakologicznie. Studiowanie psychologii traktują jako pracę nad swoim rozwojem. Cudowny przykład daje HANIA.ES.

Ale są też jednostki, które – co? – w sumie nie wiem co i po co idą na psychologię, jeśli na pierwszy rzut oka widać, że mają porządny problem np. z relacjami interpersonalnymi. Zamiast na wykład powinni udać się na konsultacje z psychologiem. I nie mówię tego złośliwie. Takie przypadki są przerażające, bo dyplom psychologa daje pewne możliwości, co w konsekwencji może prowadzić do naddużyć.

Ale takie przypadki są też niezwykle rzadkie, a kładą sie cieniem na setkach innych studentów.

Wydaje mi się jednak, że bardziej szkodliwy jest inny typ przyszłych psychologów: LUDZIE OGRANICZENI.

W dzisiejszych czasach ludzie ograniczeni? Gdzieżby znowu.

Owszem.

Jeśli poznajesz i rozmawiasz z innymi, bo jesteś ciekawy drugiego człowieka, innego punktu widzenia, może skrajnie różnego światopoglądu – to jest fajne. Ale jeśli poznajesz i rozmawiasz z innymi, bo chcesz im uzmysłowić, że to Twój punkt widzenia jest jedynym właściwym – to jest chujowo.

To jest przerażające.

Jeśli nie potrafisz powstrzymać się od oceniania ludzi, od wartościowania ich postaw, zachowań, wyborów – to jest niebezpieczne. Jeśli nie ciekawi Cię człowiek i brak Ci empatii. 

Myślę, że właśnie tacy ludzie w roli psychologa są niebezpieczni. Powtórzę jednak kolejny raz: to są bardzo rzadkie przypadki.

A więc jeśli spotkacie się kiedyś ze studentami psychologii – spokojnie, oni naprawdę nie są niebezpieczni i nie przejawiają żadnych niepokojących objawów psychiatrycznych. To mili, serdeczni, ciepli i empatyczni ludzie. I w przeważającej części są o wiele bardziej tolerancyjni i otwarci na drugiego człowieka niż przeciętny Kowalski.

 

Do następnego!

 

źródło zdjęcia

źródło zdjęcia

Podobne posty:

Inline
Inline