Co za głupota

Co za głupota z tym czasem, który leczy rany.

Może fizyczne. Takie, jak pocięte nadgarstki czy nowy tatuaż. Może zacięcie, gdy golisz nogi albo kiedy skaleczysz się w palca przez świeżo naostrzony nóż. Może kiedy złamiesz nogę albo rękę, albo kiedy ktoś złamie Ci trzy żebra. Kiedy poparzysz się wrzątkiem albo papierosem, może kiedy spadniesz z drabiny albo dostaniesz w prezencie zapalenie płuc.

Ale nie kiedy zranisz się w sam fundament samej siebie. Nie kiedy odejdzie kawałek ciebie – takie bóle fantomowe nie przechodzą nigdy, bez względu na czas.

Mogłam wierzyć, że wystarczy trzy razy otworzyć sylwestrowego szampana, że wystarczy pięć razy posiać ogród na wiosnę, osiem razy ubrać choinkę, ale to nigdy nie przestaje boleć. Może boleć mniej, może boleć inaczej. W końcu – możesz nauczyć się żyć z tymi pustkami, ranami, zabliźnionymi, ale wciąż bolącymi miejscami, ale czas nie sprawi, że znikną. Czas nie sprawi, że się odstaną. Czas nie sprawi, że będzie jak wcześniej, jak przedtem, jak przed tym. Nic ani nikt nie ma takiej mocy – a w szczególności takie mocy nie ma czas.

Możemy tylko nauczyć się żyć pomimo. Pomimo bolesnych odejść, druzgocących zdrad, kruchych przyjaźni, straconych szans i głupot po pijaku. Pomimo zaniedbań i niedopatrzeń, których się dopuściliśmy lub których dopuszczono się wobec nas. Możemy wydorośleć, zmężnieć i wziąć na klatę całe zło, które się nam przydarzyło.

Ale czas ma niewiele do powiedzenia – to zależy od tego, co z nim zrobimy lub czego zrobić nie zdążymy.

Podobne posty:

Inline
Inline