Kategoria

rozkminiam

Dzielę go na dwa. Od zawsze dzieliłam go przez dwa. Dzieliłaś od zawsze. Dobry – zły – kochający – niszczący – dla Ciebie – dla niej – teraz – później. Pal licho to wszystko.

Jeśli odeszłaś, pół biedy. Jeśli odchodzisz nieustannie, co rusz, co wieczór, obiecujesz, że teraz już naprawdę – wpadłaś. Dzielisz. Umierasz na rozczłonkowanie. Widzisz w nim dwie różne osoby i wybierasz na męża tylko jedną z nich. Tylko tą ciepłą, z kryształowymi oczami i z dłonią pod Twoją głową. Tylko tą z różami, z winem i z telefonem, który zawsze odbiera.

Kasujesz, jak smsy, nieprzyjemne epizody, bo naprawdę wierzysz, że nie był wtedy sobą. Każdemu się zdarza, przecież Ty też nie bywasz najmilsza przed okresem. Przecież on bardzo nie chciał i jeszcze bardziej żałuje – jak pies, który narobił Ci w przedpokoju.

Daruj mu. Przecież musisz mu darować. Musisz go podzielić, by mieć w nim coś do kochania.

A pamiętasz, kiedy pojechaliście nad morze? Było tak błękitnie i powoli. Albo kiedy spaliście w łyżeczkę – Boże jak brakuję Ci tego zasypiania! Przecież to nie było udawane, to nie było przekłamane, to działo się naprawdę. Czy nie możemy cofnąć czasu to tamtej chwili?

Ale po tamtych chwilach przyszły kolejne. I nie wypieraj ich na wycieraczkę przed drzwiami, nie chowaj w bukiecie róż, nie wciskaj w „Kocha mnie”. Każde ze świństw wydarzyło się naprawdę, naprawdę wybrzmiało w Waszym świecie.

Uwierz, to był ten sam człowiek. Nie dziel go przez dwa. Nie rób tego, co ja robię codziennie.
On jest całością.

źródło zdjęcia

Spotykamy się po miesiącach milczenia, nie-widzenia, nie-do-zobaczenia. Jesteś jednak do zobaczenia, i ja jestem. Tłum wokół mnie sprawia, że znów robi mi się nieswojo. Trzymam malutką, pulchniutką rączkę, próbuję się rozluźnić choć i tak nerwowo szukam Twojej rudej głowy.

Czuję ulgę, gdy w końcu stoję obok Ciebie. Malutka rączka pozwala mi odetchnąć, palimy. Zdaje się, że kolejka do Młodej Pary nie drgnęła nawet na krok. Ty też czujesz te wszystkie spojrzenia? Och, ta paranoja.

Nie wiem dlaczego sądziłam, że jesteś już kimś innym, że nie istniejesz. Może jesteś inna, ja też z kolekcjonowania pijanych dni zaczęłam kolekcjonować dni pełne dzieci i placów zabaw. Choć znów noszę blond, znów zakładam włosy za lewe ucho, jak na naszych zdjęciach z tamtego lata. Ale przecież nie o tym chciałam.

Czy on się zmieni? Teraz jest taki dobry.

Większość z nas ma problem ze zrozumieniem kobiet (bo to zazwyczaj kobiety), które pozostają w niszczącym, toksycznym, często przemocowym związku. Efekt miodowego miesiąca (nie mylić z typem infekcji u kobiet, która pojawia się po zmożonej aktywności seksualnej), wiele tłumaczy.

Przemoc w rodzinie czesto przebiega według ściśle określonego cyklu. Rzadko jest tak, że facet po prosty bije, jest okropny od A do Z, siedem dni w tygodniu. Jak możemy przeczytać na stronie Niebieskiej Linii, w zjawisku, jakim jest przemoc w rodzinie, istnieją określone fazy. Przebiegają jedna po drugiej, tworząc błędne koło. Może Ci się wydawać, że wystarczy podziękować i odłączyć się od zabawy. To jednak nie takie proste właśnie przez to, jak owy cykl jest uformowany. Coś jak pułapka na myszy z zajebiście smacznym serem.

Tylko pułapka bardziej niebezpiecza. Niebezpieczna, bo nie widoczna ani na pierwszy ani na drugi rzut oka. A myślę, że wszystko, co nieświadome, jest niebezpieczne.

Przemoc w rodzinie:

  1. Faza narastania napięcia
  2. Faza ostrej przemocy
  3. Faza miodowego miesiąca

Myślę, że nie ma potrzeby tłumaczenia każdej z faz, informacje można znaleźć w tym wpisie na Niebieskiej linii.

Chciałam wspomnieć tylko o trzeciej fazie – bardzo, bardzo przywiązującej ofiarę do swojego kata. Bo w tej fazie kat wcale katem nie jest. Jest cudownym, do rany przyłóż, mężczyzną. Jak opowiadała nasza profesor, związek w takiej fazie wygląda na dużo szczęśliwszy i bardziej namiętny niż związek zwyczajny, w której przemoc w ogóle nie występuje. Kobieta dostaje kwiaty bez okazji, jest noszona na rękach, wyręczana w obowiązkach, wielbiona. Bardzo intensywnie.

Wiem, co zaraz powiecie: ja też tak mam a jestem w dobrym związku. Tak. Cieszę sie, to dobrze. Ale w efekcie miodowym jest to bardzo in-ten-sywne.

Głupia, znów się nabrała.

Jak zgodnie twierdzą źródła, kobieta właśnie wtedy daje mężczyźnie jeszcze jedną szansę – może się zmieni? Przecież teraz jest taki cudowny. Dla kogoś, kto był traktowany podle, takie chwile szczęścia naprawdę znaczą wszystko. Dlatego nie oceniajmy kobiet, które są w związku z mężczyzną, który ją bije, jako głupie, ograniczone gąski. To nigdy nie jest czarno-białe. Empatia może pomóc nam zrozumieć takie zjawisko , a i to będzie tylko cześciowe.

Z biegiem czasu, jak czytam na Niebieskiej Linii, długość trwania faz się zmienia. Miesiąc miodowy trwa coraz krócej, a wydłużaja sie faza ostrej przemocy. W którymś momencie ostatniej fazy nie ma już wcale.

Efekt miesiąca miodowego zainteresował mnie nie dlatego, że planuję pracę z osobami, które jej doświadczyły. Zainteresował mnie, bo sama taki miesiąc od czasu do czasu miałam fundowany. A wcale nie byłam w związku przemocowym. Był za to alkohol i wszystkowdupizm. W wymieonych fazach wystarczyłoby zamienić słowo „przemoc” na „picie”.

Problem alkoholowy to temat ogromny, trudny i nie chciałabym go teraz zaczepiać.

O dziwo, miesiąc miodowy nie występuje tylko w związkach, gdzie jest obecna przemoc. No bo rozejrzyjmy się. Jak wiele wokół nas par, gdzie mężczyzna obiecuje zmianę i naprawdę się zmienia – na chwilę – na przysłowiowy miesiąc i kobieta się na to nabiera? „Nabiera” to bardzo brzydkie słowo, ale zostańmy przy nim. Wtedy nie ma to nic wspólnego z przemocą fizyczną, prawda?

Czy on się zmieni?

Ostatnio ktoś powiedział mi: „Wiesz, ja to nie mogę sobie przypomnieć żadnej historii, gdzie by się polepszyło i było lepiej, żeby przestał bić albo pić, albo jedno i drugiej”.

Jestem ciekawa Waszego doświadczenia.
Czy znacie historie, gdzie pojawiał się efekt miesiąca miodowego?
Jak to wyglądało i, co ważne, czy i jak się skończyły?

 

Inline
Inline