Kategoria

piszę

Nie wiem w którym momencie rozpocząć tę historię; czy kiedy w majową noc po raz pierwszy poczułam, że mogę być szczęśliwa po tych wszystkich latach smutku i rozpaczy;

czy kiedy w jesiennym powietrzu wieszaliśmy nasze śmieszne dziecięce wyznania i trzymaliśmy się za ręce; czy może kiedy zobaczyłam Twoje oczy w kimś innym; kiedy po raz pierwszy zostałam złamana i poczułam jak przełamuję się na dwie części; może kiedy otworzyłam oczy, wcześniej postanawiając ich nigdy już nie otwierać.

Może powinnam szukać końca, nie początku, tej historii, może nigdy nie znajdę momentu, kiedy zdecydowałam. Bo przecież cała reszta była tylko konsekwencją.

Nigdy nie licytuj się kto z Was przeżył więcej. Komu więcej razy pękło serce, kto częściej umierał w zaciszu czterech ścian, kogo skopano mocniej i komu z większą pasją spuszczono wpierdol.

Nie porównuj Waszych końców świata, nie zakładaj które dno było niżej i w którym piekle bardziej przypiekało. Nie porównuj swojego cierpienia do cierpienia drugiego człowieka. Nie przykładaj linijki i nie mierz centymetrów tego, ile więcej przeżyłeś i o ile jesteś głupszy. Bo jesteś głupszy. Jeśli licytujesz się kto z Was przeżył więcej.

 

Cały byłeś ciepły, łagodny, spokojny, o zapachu kawy. Wróciłeś jak zgubiony, ulubiony tusz do rzęs.

Nie, nie kupiłam nowego. Witaj kochanie.

Rozsiałeś się w mojej głowie i skórze. A ja wciąż i wciąż nie mogłam się nasycić. Zaciągałam się Tobą głęboko w płuca, wsmarowywałam w Ciebie swój zapach jak porzucony kot. Nie rozumiałeś. Dlaczego jesteś taka drobna, myszko? Coś się stało? Dlaczego tak bardzo schudłaś odkąd widzieliśmy się ostatni raz? Nie mogę się nawet z Tobą kochać.

A może powiedział, że nie może mnie kochać?

Może jednak nie wrócił tak po prostu, może ten uśmiech nie był dla mnie. Może pamiętał co zrobiłam. Bo budzik nie zapomniał, wdarł się do mojej głowy punktualnie kwadrans po szóstej. Wtedy dotarło do mnie, że to był tylko sen.

Można zgorzknieć. Stać się nieufnym, podejrzliwym, cynicznym i szyderczym. Cierpkim jak agrest i sarkastycznym jak niektóre rysunki na fejsie.

Ale można też stać się lepszym człowiekiem, tak myślę. Bardziej wyrozumiałym, bardziej empatycznym, spokojniejszym i o wiele cierpliwszym. Jakby wszystkie chujowe rzeczy, które cię spotkały, wyszlifowały cię jak diament. Nie żebyś był diamentem, nie o to chodzi. Chodzi o to, że pomimo syfu, który cię spotkał, nadal wierzysz w ludzi i w dobro. Jakby rozdawanie dobrych uczynków zaklejało jak plaster wszystkie Twoje skaleczenia. Pomagało mimo wszystko widzieć w ludziach dobre rzeczy, ufać po raz kolejny mimo dupy, która tyle razy się potłukła.

Nawet jeśli okrzykną Cię naiwniaczką. Nawet jeśli dostaniesz po łapach za to, że wyciągnęłaś do kogoś pomocną dłoń. Wolę pomóc stu osobom, które na to nie zasłużyły niż przegapić tą jedną, która naprawdę potrzebuje pomocy.

Chyba wolę znów mieć potłuczone serce, niż nie mieć go wcale.
Niż zgorzknieć.

Inline
Inline