Kategoria

piszę

– Boże, co tej dziewczynie się stało?

Nie mówię o swojej przeszłości nie dlatego, że się jej wstydzę. Nie dlatego, że po Freud’owsku się jej wyparłam. Nie dlatego, że przestałam ją uważać za część siebie. Nawet nie dlatego, że większość spotykanych przeze mnie osób nie zasługuje na to, by oglądać ją z bliska.

Nie mówię o niej, bo mam ją w sobie. Widać ją w każdym moim akapicie, w każdym geście, w każdej mojej złości i żalu. Można ją dojrzeć na moich rękach, policzkach i w podejściu do życia. W każdym uśmiechu, za który jestem tak bardzo wdzięczna i w każdej łezce wzruszenia, która spływa mi razem z eyelinerem.

Wystarczy mieć otwarte oczy na drugiego człowieka i patrzeć. Naprawdę patrzeć. Przewrotnie, czasami by to zrobić musimy opuścić powieki i wsłuchać się w to, co wybrzmiewa tylko między słowami. To żaden szyfr, żadna zagadka. To wrażliwość.

– Rzucam to picie i wszystko – stwierdziła lekko, pociągając pokaźny łyk Tyskiego – Pierdole to wszystko, serio, od jutra nie piję. – zachwiała się na stołku, które ogarnęłyśmy w tej śmiesznej klatce schodowej.

– To tak jak ja, od jutra nie palę. – mówię z podniesionym kącikiem ust. Bo wszyscy wiedzą, że to tylko żarty i nawet nie spróbuję rzucić. To tak, jakbym stwierdziła, że obetnę sobie rękę albo nogę. Wytnę część osobowości i wrzucę do śmieciarki, która przyjeżdża w czwartki.

– Ale ja mówię serio. Tylko nie wiem, czy najpierw przestać pić, czy najpierw przestać go kochać. To i to będzie tak samo chuj…chujowe. – zająknęła się.

– Może najpierw pić. Zobaczysz wszystko na trzeźwo. – mówię, choć nie wiem, co ona tak naprawdę czuję. Nie jestem i nie mogę być w jej skórze. Dlatego szanuję jej uczucia. Bo nie jestem w stanie w pełni ich zrozumieć.

– Pić, masz rację. A później go kochać. A później się kajknę na księżyć – słyszę w jej głosie żal – mogło być, kurwa, pięknie, serio. Ten czas, który był tylko nasz i było naprawdę spoko. Wcale nie mówię o seksie i tych sprawach, ale ogólnie o czasie. Naszym. A teraz tylko obojętność i pustka. Nic, kompletnie nic. Zniknął.

Podejrzewam, że wkrótce się rozklei i zaczynam namawiać ją do spania. Kuszę miękką pościelą i leniuchowanie do południa. Z oporami, ale zgadza się. Idziemy pod rękę, kilka razy podtrzymuję ją i dzięki temu nie wywraca się na krętych schodach.

Ścielę, tak jak obiecałam, z miękką pościelą i z pachnącym jaśkiem. Nie gaszę lampki i wyciszam jej telefon, gdy słyszę miarowy oddech.

Pamiętam ją inną. Zanim go poznała. I myślę sobie, egoistycznie, a jakże – że właśnie na tym polega przyjaźń. Na byciu razem, nawet kiedy jest chujowo. Bo jest chujowo i odrobinę mnie to przeraża. Ale i tak zagarniam ją do sobie i też zasypiam. Będzie nam potrzeba siły, ogromnej, podejrzewam.

To, że nie odpisał chociaż był dostępny,
to, że nie oddzwonił chociaż obiecał,
to, że odwołał wasze spotkanie,
to, że nie miał czasu w weekend,
to, że wolał wieczór z kumplami,
to, że zniknął na tydzień bez słowa.

Nie oznacza, że coś jest z Tobą nie tak. To nie oznacza, że jesteś mniej wartościową kobietą. Nie jesteś brzydsza dlatego, że on nie pisze i nie dzwoni. Nie jesteś głupsza dlatego, że wołał wyjść na piwo i bujać się po klubach. Nie jesteś mniej seksowna dlatego, że on lajkuje zdjęcia jakiejś lasce. Nie jesteś mniej urocza dlatego, że Cię okłamał i pisał z byłą.

To, że on Cię nie potrzebuje nie oznacza jeszcze, że jesteś bezużyteczna.

Możesz być nieważna dla niego, ale nigdy nie bądź nieważna dla samej siebie. Sposób, w jak ten dupek Cię traktuje nie zmienia tego, jaka jesteś naprawdę. I nigdy nie pozwól sobie wmówić, że na to zasłużyłaś.

To on zasłużył.
Żeby spadać.

Inline
Inline