To, że nie odpisał chociaż był dostępny,
to, że nie oddzwonił chociaż obiecał,
to, że odwołał wasze spotkanie,
to, że nie miał czasu w weekend,
to, że wolał wieczór z kumplami,
to, że zniknął na tydzień bez słowa.

Nie oznacza, że coś jest z Tobą nie tak. To nie oznacza, że jesteś mniej wartościową kobietą. Nie jesteś brzydsza dlatego, że on nie pisze i nie dzwoni. Nie jesteś głupsza dlatego, że wołał wyjść na piwo i bujać się po klubach. Nie jesteś mniej seksowna dlatego, że on lajkuje zdjęcia jakiejś lasce. Nie jesteś mniej urocza dlatego, że Cię okłamał i pisał z byłą.

To, że on Cię nie potrzebuje nie oznacza jeszcze, że jesteś bezużyteczna.

Możesz być nieważna dla niego, ale nigdy nie bądź nieważna dla samej siebie. Sposób, w jak ten dupek Cię traktuje nie zmienia tego, jaka jesteś naprawdę. I nigdy nie pozwól sobie wmówić, że na to zasłużyłaś.

To on zasłużył.
Żeby spadać.

ale sama przed sobą udajesz, że wcale chujowe nie są, albo – co gorsze – udajesz, że w ogóle nie wiesz, że są chujowe.

Odkąd pamiętam, chciałam samą siebie znać i rozumieć. Niby wszyscy chcemy. Ale ja chciałam rozumieć dokładnie, co do joty, co do przecinka, co do jednej emocji. Pisanie bardzo mi to ułatwia, jest jak obdukcja – niektóre rzeczy rozumiem dopiero, kiedy o nich napiszę. Dopiero po tym, jak je z siebie wykroję na papier. Czasami trzeba mi na to miesięcy i dopiero latem rozumiem siebie, która pisała tamten czy siamten tekst w zimie. Nieważne.

Ważna jest samoświadomość. Świadomość siebie, swoich emocji, uczuć i ich przyczyn. Tak, zdecydowanie najbardziej ciekawiły mnie zawsze przyczyny. Dlaczego czuję to, co czuję i dlaczego, robię to, co robię. Rozkminiałam to bardzo długo, rozkminiam to każdego dnia, ale wiecie co? W którymś momencie dotarłam do ściany. Wiedziałam CO, i wiedziałam DLACZEGO, ale za cholerę nie wiedziałam, co mam z tą wiedzą zrobić. Freud twierdził m.in.,  że uświadomienie pacjentowi jego mechanizmów jest pierwszym krokiem ku zdrowiu.

Okej, zrobiłam pierwszy krok. Ale później już chujnia. Nie mam narzędzi ani warsztatu, który pozwoliłby mi na ingerencje we własne schematy. Nie mogę zapanować nad niektórymi swoimi mechanizmami psychologicznym pomimo tego, że je rozumiem i wiem skąd się wzięły.

W takich momentach wolałabym mniej samą siebie rozumieć. Samoświadomość staje się wtedy obrzydliwa. Bo czy nie łatwiej byłoby być niczego nieświadomą, naiwną i beztroską blondynką? Ale ja czuję się bezsilna, kiedy nie mogę sprawić, by niektóre rzeczy się zmieniły. Tutaj „chcieć to móc” w ogóle nie działa (swoją drogą to działa przede wszystkim u Rycerki Neli na NickJunior).

Myślę, że to może jeszcze nie mój czas. Na poznanie przyczyn samej siebie i wszystkiego, co we mnie, też musiałam poczekać kilka lat – dziś te rzeczy wydają mi się oczywiste, ale jeszcze kilka lat temu bezowocnie i rozpaczliwie ich szukałam.

Dlatego biorę trzy głębokie wdechy, podejmuje kolejną chujową decyzję, wiem, że jest chujowa i niebezpieczna, wiem dlaczego ją podejmuję i… odpuszczam. Jeszcze nie znam sposobów, by temu zapobiec.

Może za jakiś czas powtórzę za moją dobrą znajomą, że widocznie tak miało być?

Inline
Inline