Autor

Paula

mama, studentka psychologii, mol książkowy, miłośniczka thrillerów zakochana w kawie i ładnych słowach

przez nieuwagę
wplotłam się w Twoje ramiona
dotknęłam szyi
i zostałam w głowie

przez przypadek
czekam na telefon
i odbieram po pierwszym sygnale

mimochodem planuję sierpniowe wieczory
o zapachu czereśni i Twojego uśmiechu

tylko zapominam powiedzieć na głos
to wszystko
co ty mówisz z pewnością w głosie

czy robisz to przez
nieuwagę
przypadek
pomyłkę

czy mówisz to
naprawdę?

– Rozpuść włosy.

Mówisz o czwartej nad ranem, a ja wiem, że mnie czytałeś i dostaję gęsiej skórki. Nie rób mi tego więcej i nie rób tego dla mnie. Już tego nie chcę, zwłaszcza tego już nie chcę. Zostaw moje pisanie w spokoju, nie chcę, żebyś rozumiał luki między wersami, nie chcę metafizyczności na obiad, nie chcę zaplatać metafor w łóżku.

Już to wszystko miałam i wciąż czuję w ustach gorycz takiego układu. 

Ty tylko słuchaj tej swojej muzyki i oglądaj stare filmy, kłóć się ze mną o to, co zasiać w ogrodzie i rozpalaj ogniska w lipcowe noce. Chcę tylko akceptacji dla chronicznego czytania książek, dla pisania wierszy na paragonach ze Stokrotki, dla spania pod tylko moją kołdrą i tylko z brzegu. Chcę akceptacji dla tony leków, które łykam jak cukierki i dla znoszonych trampek, których nie wyrzucę. To ja tu będę poetko-świruską, to ja będę studiować czary-mary hokus-pokus, to ja namaluję za długie kreski eyelinerem.

A Ty bądź sobą, najlepszym sobą. 

 

 

Zawsze szukam sobie pasującej piosenki.

Szukam melodii tego, czego zwyczajnie nie potrafię nazwać – bo często nawet ja nie znajduję słów, nie mam takich tekstów, które opowiedziałyby, co się stało i dlaczego. Nie mam akapitów, które wytłumaczyłyby moim włosom, że nikt w nich nie zasypia. Nie mam takich znaków interpunkcyjnych, które oddawałyby w pełni ciszę po niektórych ludziach.

– Coś niedobrego się ze mną dzieje, Panie Doktorze.

Będę szczera – widuję go. W tanich samochodach typu FIAT, w sklepowych witrynach, gdzie robiliśmy razem zakupy na niedzielę, w gówniarzu, który napieprza nieodśnieżonym chodnikiem prosto przed siebie – buja się podobnie do niego, gdy przyszedł na pierwszą randkę. Widzę go czasami na przystanku, na którym powinien na mnie czekał. Widuję go czasem w swojej przyszłości. Panie Doktorze, co robić?

– Patrzeć.

Inline
Inline