Autor

Paula

mama, studentka psychologii, mol książkowy, miłośniczka thrillerów zakochana w kawie i ładnych słowach

– Boże, co tej dziewczynie się stało?

Nie mówię o swojej przeszłości nie dlatego, że się jej wstydzę. Nie dlatego, że po Freud’owsku się jej wyparłam. Nie dlatego, że przestałam ją uważać za część siebie. Nawet nie dlatego, że większość spotykanych przeze mnie osób nie zasługuje na to, by oglądać ją z bliska.

Nie mówię o niej, bo mam ją w sobie. Widać ją w każdym moim akapicie, w każdym geście, w każdej mojej złości i żalu. Można ją dojrzeć na moich rękach, policzkach i w podejściu do życia. W każdym uśmiechu, za który jestem tak bardzo wdzięczna i w każdej łezce wzruszenia, która spływa mi razem z eyelinerem.

Wystarczy mieć otwarte oczy na drugiego człowieka i patrzeć. Naprawdę patrzeć. Przewrotnie, czasami by to zrobić musimy opuścić powieki i wsłuchać się w to, co wybrzmiewa tylko między słowami. To żaden szyfr, żadna zagadka. To wrażliwość.

Mogłabym napisać tutaj sentymentalny wstęp o tym, jak to nie zauważamy bezdomnych, o tym, że każdego z nas może kiedyś spotkać taki los i jakie to przykre. Ale oszczędzę Wam tego, bo też nie przepadam za banałami.

Chcielibyście pogadać z człowiekiem bezdomnym i zapytać dlatego właściwie się nim stał i jak jego życie wyglądało „przed”? Zobaczyć w nich ludzi, jakimi są lub jakimi byli? Może ciekawi Was codzienność tak różna od tej, której sami doświadczacie? A może chcecie sztucznie wprowadzić się w poczucie wdzięczność za to, że akurat wy macie pachnącą pościel i ładnie urządzony salon? Że w ogóle macie salon?

– Rzucam to picie i wszystko – stwierdziła lekko, pociągając pokaźny łyk Tyskiego – Pierdole to wszystko, serio, od jutra nie piję. – zachwiała się na stołku, które ogarnęłyśmy w tej śmiesznej klatce schodowej.

– To tak jak ja, od jutra nie palę. – mówię z podniesionym kącikiem ust. Bo wszyscy wiedzą, że to tylko żarty i nawet nie spróbuję rzucić. To tak, jakbym stwierdziła, że obetnę sobie rękę albo nogę. Wytnę część osobowości i wrzucę do śmieciarki, która przyjeżdża w czwartki.

– Ale ja mówię serio. Tylko nie wiem, czy najpierw przestać pić, czy najpierw przestać go kochać. To i to będzie tak samo chuj…chujowe. – zająknęła się.

– Może najpierw pić. Zobaczysz wszystko na trzeźwo. – mówię, choć nie wiem, co ona tak naprawdę czuję. Nie jestem i nie mogę być w jej skórze. Dlatego szanuję jej uczucia. Bo nie jestem w stanie w pełni ich zrozumieć.

– Pić, masz rację. A później go kochać. A później się kajknę na księżyć – słyszę w jej głosie żal – mogło być, kurwa, pięknie, serio. Ten czas, który był tylko nasz i było naprawdę spoko. Wcale nie mówię o seksie i tych sprawach, ale ogólnie o czasie. Naszym. A teraz tylko obojętność i pustka. Nic, kompletnie nic. Zniknął.

Podejrzewam, że wkrótce się rozklei i zaczynam namawiać ją do spania. Kuszę miękką pościelą i leniuchowanie do południa. Z oporami, ale zgadza się. Idziemy pod rękę, kilka razy podtrzymuję ją i dzięki temu nie wywraca się na krętych schodach.

Ścielę, tak jak obiecałam, z miękką pościelą i z pachnącym jaśkiem. Nie gaszę lampki i wyciszam jej telefon, gdy słyszę miarowy oddech.

Pamiętam ją inną. Zanim go poznała. I myślę sobie, egoistycznie, a jakże – że właśnie na tym polega przyjaźń. Na byciu razem, nawet kiedy jest chujowo. Bo jest chujowo i odrobinę mnie to przeraża. Ale i tak zagarniam ją do sobie i też zasypiam. Będzie nam potrzeba siły, ogromnej, podejrzewam.

Inline
Inline