Archiwum miesiąca

Marzec 2018

Siedziałam przy Twoim łóżku i nie mogłam tego wykrztusić. Jakby ktoś zasznurował mi usta i na końcu zrobił pętelkę. Układałam słowa w jakiś bukiet, w jakiś ładny wianuszek, w cokolwiek, co będę miała odwagę Ci dać. Chciałam z całych, marnych, czternastoletnich sił, Ci powiedzieć. Już prawie słyszałam dźwięk własnego głosu, kiedy usiadłeś.

I udusiłeś się.

Dziś to dla mnie takie proste powiedzieć Kocham Cię. Przed śniadaniem wypowiadam to już przynajmniej trzy razy. Przy obiedzie tracę rachubę.

Nauczyłeś mnie mówić o miłości –  bo nie powiedziałam o niej w porę. Wtedy nie powiedziałam. Dlatego dziś kiedy tęsknię – mówię, że tęsknię. Kiedy mi brakuje – mówię, że brakuje. Kiedy kocham – mówię, że kocham. Mam w dupie całą resztę. Nie mam czasu na całą resztę. Nie mamy czasu.

Dlatego powiedz dziś komuś, kogo kochasz, że go kochasz, po prostu.

 

Przestałam Cię widywać. W ludziach na ulicy. W kolejce do kasy. W witrynach sklepów. Obok popielniczki. Nie widuję Cię już w moim łóżku i coraz rzadziej widuję Cię w swojej przyszłości. Nie dziwi mnie cisza i nie czekam na dźwięk motoroli. Nie boli mnie, że nie dzwonisz. Może dlatego, że przestałam odbierać. Może dlatego nie wybierasz już mojego numeru.

Uczę się Exela. Na zajęciach mieliśmy, wiesz. Nie wiesz. W każdym razie robię sobie coraz częściej tabelki i zestawienia. Zestawiam życie z Tobą i życie bez Ciebie. Sen w ramionach czy sen po pisaniu. Papierosy na pół czy papierosy z muzyką. Nic z Tobą czy coś samej.

Chciałam przyjechać. Nie znam powodów, może chciałam sobie Ciebie przypomnieć, może chciałam Cię znów widywać za sobą. Może chciałam podsumować tabele w Exelu, tak, jak nas nie nauczyli. Chciałam przyjechać, ale każdą drogę do Ciebie gubię już w połowie. Coraz mniej Cię w moim życiu. Coraz mniej Cię we mnie. Prawie nie słyszę Twojego imienia – ani w domu, ani w głowie.

Już nie wiem, czy naprawdę istniejesz. Czy nie jesteś tylko konstrukcją ze słów, domkiem z przecinków, wierszem zapisanym pośpiesznie na paragonie, gorzkim akapitem w pamiętniku.

Przestaję cię pamiętać. Albo przestaje Cię wymyślać, może zabrakło mi już siły do lepienia Ciebie takiego, jakiego nigdy nie spotkam, takiego, jakiego nigdy nie miałam – takiego, jaki nie istniejesz.

Bo już nie wiem, czy w ogóle istniejesz. 

Spotkałam kiedyś ludzi, którzy nie znali smaku jabłkowego ciasta ani zapachu wiosny. Mieli tylko pourywane dni, skrzywione oprawki, zawsze coś za pazuchą. Rozdawali złe uczynki jak cukierki w Halloween.

Przez moment myślałam, że właśnie taki jest świat. I rzeczywiście, ich świat taki był – mój nie musiał.

Później ktoś opowiedział mi o słońcu.

O kolorowej jesieni i początkach bez względu na dzień tygodnia. O domkach, białych meblach, złej i dobrej miłości, horyzoncie większym, niż ten za oknem i o emocjach, które mogą ze sobą tańczyć, jeśli im pozwolisz. O dobrym życiu.

Ktoś opowiada mi codziennie. Dzieci uczą mnie prostej radości – bez czytania książek o minimalizmie w życiu i chwytaniu chwil, łapię je jak wprawiony rybak okonie. Idzie mi świetnie, naprawdę.

Pomimo tego, sławne Carpie Diem nie wystarcza na rachunki, nie mebluje i nie stawia domu. Nie kupuje ubrań i nie sprząta zabawek. Carpie diem może być treścią, nie może być fundamentem.

Dlatego, pełna obaw, buduję swoje własne fundamenty. Wylewam je z głowy w prawdziwy świat. Są koślawe, nieudolne, dużo trudniejsze niż w moich myślach. Widzę bąbelki smutku, jeden po drugim, które pojawiają się na świeżym cemencie. Boję się porażki, zaangażowania i przegranej. Boję się przegranej, bo wiele razy już w życiu przegrałam. Wiele przegrałam.

Dlatego ludziom bez jabłkowego ciasta i wiosny żyję się łatwiej – oni nigdy nie chcieli wygrać, przegrali tylko raz.

 

źródło zdjęcia

Inline
Inline