Archiwum miesiąca

Luty 2018

Nie mogę już
znaleźć dla Ciebie
wyjaśnienia
nie umiem Cię już wyjaśniać
w żadnych kategoriach
skryptach
definicjach

 

Nie znajdujesz rozwiązania
nie masz w sobie nawet
pół
metafory

Nie wierzę w usprawiedliwienia
podpisane moją ręką

Mogę wyciągać z albumu
najsłodsze wieczory,
najkrótsze noce,
najważniejsze słowa
przy gotowaniu razem obiadu

Ale nie potrafię ich
rozłożyć na podłodze
oglądać po kolei
i bez skrótów

Widzę tylko rozmazaną plamę akwareli
listy bez nadawcy
dwójkę chorych na samotność ludzi

Mogłam być kimkolwiek
mogłeś być kimkolwiek
ale byliśmy akurat my
byliśmy akurat nami
właśnie nami kochanie

 

źródło zdjęcia

Chyba przestałam liczyć dni bez niego.

Już nie szukam go na łóżku
i nie czekam na trzaśnięcie drzwi.

Jak się trzymasz?
Dobrze, już nie robię dwóch kaw rano
i nie dziwie się, że dlaczego jedna stoi nietknięta.

Może wyskoczymy gdzieś razem,
sto lat się nie widziałyśmy.
Byłaś taka zajęta.


Byłam
, bo naprawiałam swoją pierwszą miłość.
Naprawianie człowieka jest
czasochłonne.

 

źródło zdjęcia

Wracasz do siebie, ale bez niego.
Teraz już zawsze bez niego.

Idź dalej, tak jak szłaś do tej pory,
ale sama. Spójrz wstecz i zobacz nareszcie,
że z nim też byłaś sama.
To smutne – okrutnie pozbywać się złudzeń,
powiedzieć samej sobie prawdę,
zrezygnować z czegoś, o co walczyłaś
połowę swojego króciutkiego życia.

Ale czy nie równie smutne
jest życie takie, jak dziś?

Puść to wszystko. Już puść to wszystko.

 

źródło zdjęcia 

 

 

Lubię słowa. Te, które można zestawiać dowolnie, nie określać ale malować nimi. A Ty rozumiesz bądź nie rozumiesz, kompletnie nie rozumiem tej formy terapii w pisaniu. A jednak, jeśli nie piszę, gromadzi się we mnie jakiś brud, zaczynają się zacieki w głowie i na rękach, na dłoniach łuszczy się skóra. Odpala. Warstwami.

Odpadam. Warstwami.

Dlatego systematycznie, mniej lub więcej, muszę wylewać, wyskubywać, wymalowywać na coś innego niż moja głowa. Czasami wystarczy, że napiszę, czasami muszę opublikować. I nie wiem już wtedy, co jest bardziej chore. Stłamszone. Niewymuszone. Białe. Czarne. Ciemny fiolet.

Ciemny fiolet na moich ramionach, tam były Twoje. Pocałunki, rysunki, nadzieje. A może to ja, może ukradłam to z jakiegoś filmu, dopisałam na marginesach tego, co nas już nie spotka. Cokolwiek nas spotkało, było umówione o wpół do mojej dorosłości.

Myślałam, że jestem dobra w pisaniu o brzydkich rzeczach, smutnych skutkach, codziennych tragediach. Ale to gówno prawda. Trzymam się ciebie, z ciebie zrobiłam motyw, puentę i każdy akapit. Utkałam tysiące zdań, zasmarowałam nadgarstki. A przecież jesteś tylko połową ćwiartki. O wiele smutniejsze, o wiele brzydsze rzeczy w życiu miałam przy sobie, na sobie, w sobie. O wiele obrzydliwsze.

A może przesadzam?

Jesteś kolejnym nieudanym rozdziałem. Akcja się nie kręci, nie ciekawi, nie wzbudza niczego oprócz znużenia. Narrator się pogubił, już nie wie co wie, a czego nie wie. Składu i łamania nie będzie. Pani korektorka nie zjawiła się w pracy. Nie ma rozdziału, który by się nie kończył, więc przykro mi. Nawet ty już nie jesteś tragiczny, jesteś głupi.
Nie. Nie jest mi przykro. Jest mi już niebezpiecznie obojętnie. Nie jestem z Tobą bezpieczna, wiem, że nigdy nie byłam. Ale wiara czyni cuda, więc sama o siebie dbałam i przypisywałam to Tobie

A gdybym nie mogłam już nigdy w życiu napisać ani słowa?

Wiesz, że docenia się wtedy, gdy stracisz. Głównie dlatego, że wiele rzeczy jest niewidzialnych – możliwość pisania jest niewidzialna. Wylewanie z głowy szmalu jest tak naturalne, że przy żadnym rzucie oka tego nie widać. Robisz to i robisz, w koło i w koło. Męczysz się, odpoczywasz, piszesz znów. Dopiero, gdy widzisz te białe plamy, gdzie coś powinno być, a tego nie ma – rozumiesz, że nie ma. Dopiero wtedy czujesz, że powietrze zrobiło się rzadsze. Zostają ślady. Jak po podniesionym kamieniu, jak po ramiączku od biustonosza na opalonej skórze, jak po jego kubku, który już nie wisi na stojaku.

Wtedy możesz zauważyć, bo wtedy nareszcie widać. Widać, że niczego nie widać.

A gdybym nie mogła już nigdy od Ciebie odejść?

Gdyby się okazało, że już wyczerpałam limit gigabajtów odejść i rozstań, gdyby ktoś zamknął bramę w której wciąż stoję? Wchodzę, wychodzę. Aż ktoś by mnie zamknął za ogrodzeniem. Chociaż przecież ja nie odchodzę. Ja wciąż czekam, łapię się Twoich smutków i tonów w głosie. To on zostawia mnie. Zostawił mnie dawno. A ja biegnę za nim, niby tyłem, niby wcale. Ale biegnę. Za nim.

A gdyby ktoś zagrodził mi drogę i już nigdy nie pozwolił zawrócić?

źródło zdjęcia

Inline
Inline