Recenzja | „Buźka” – Sophie Hannah

 

 

Jednym z moich wakacyjnych wyzwań było napisanie recenzji książki. Choć pisałam już naprawdę różne rzeczy, porywających recenzji jakoś nigdy mi się nie udało. Wstyd, co?

A jednak, odkąd zaczęłam czytać bardziej świadomie, zaczęło mi sie nasuwać wiele spostrzeżeń podczas lektury (lektura to brzydkie słowo, ale narazie nie mogę znaleźć żadnego innego, więc niech tymczasowo zostanie).

Panie i Panowie (choć panów raczej nie ma – ani na moim blogu ani w moim życiu #smuteczek), przed Wami:

„Buźka” autorstwa Sophie Hannah.

To pierwsza książka tej autorki, którą udało mi się wyrwać w bibliotece. Dopiero w domu zobaczyłam, że Sophie ma na koncie wiele bestsellerowych thrillerów – dlaczego wcześniej jej nie wyczaiłam? Mam tyle do nadrobienia, mówię Wam. Dlaczego wzięłam książkę ze sobą do domu? Oczywiście ze względu na napis na okładce.

„Żadna matka nie chciałaby przeżyć takiego koszmaru”

O jaki koszmar chodzi? O zamianę dzieci.

Powieść rozpoczyna się od szokującego odkrycia. Główna bohaterka zostawia w domu swoją dwutygodniową córeczkę i jedzie na chwilę do klubu fitness swojej teściowej. Gdy wraca, z przerażeniem stwierdza, że dziecko, które znajduje się w dziecięcym łóżeczku, nie jest jej córką.

Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie, więc bardzo szybko możemy wskoczyć do głowy Alice – matki, której dzieci podmieniono. Sama jestem mamą i oczywiście nie obyłam się bez rozważań, co by było gdybym ja… Dlaczego ta zamiana jest tak szokująca? Bo nikt Alice nie wierzy, włącznie z mężem, którego zachowanie bardzo się zmienia. Alice musi czekać tydzień na badanie DNA. A co dzieje się po tym tygodniu?

Wskakujemy w akcję, która toczy się własnie tydzień później – Alice i jej córeczka zaginęły, a policja rozpoczyna poszukiwania. Coś jest nie tak.

Łatwo połapać się w tym pozornym rozgardiaszu „czasowym”, bo wydarzenia do zaginięcia opisywanie są w narracji pierwszoosobowej przez Alice (działo się!). Wydarzenia po zaginięciu są już prowadzone przez wszechwiedzącego narratora. Wszystko jest też opatrzone datami, na wypadek gdyby ktoś jednak postanowił się zgubić. Nawet czcionki są różne.

Poznajemy serżanta Simona i jego przełożoną, Charlotte. Zdecydowanie są to bohaterowie z krwi i kości, nie ma mowy o płytkich czy bezbarwnych policjantach. Czytałam i miałam ich przed oczami – jakbyśmy znali się od lat. Ach! i Vivienne – teściowa. Świetnie skonstuowana, z przeszłością, która tłumaczy teraźniejszość. Bardzo charakterna, mówię Wam. Dużo smaczków psychologicznych przy okazji.

Miałam pewną teorię co do tej historii. Nie sprawdziła się. Czy byłam zawiedziona? Niby nie.

Jak na thriller przystało, na końcu mamy łubudubucykcyk. Ale coś mi nie zaskoczyło. Zawsze pojawiają mi się wtedy „ach, no tak, przecież wtedy…” , „kurde, rzeczywiście, że…” i tak dalej. Tutaj czegoś takiego nie miałam. Nie poczułam się zaskoczona, poczułam się troszkę oszukana, nie przez główną bohaterkę – przez autorkę książki. Gdzie znaki, które miały zwiastować finał?

Może się wydawać, że poczułam żal przez to, że nie udało mi się rozwikłać zagadki. Nie! Nigdy mi się nie udaje, więc nie mam z tym problemu 🙂 A jednak, cofając się do poprzednich stron, nie mogłam sobie przypomnieć niczego, co wskazywałoby na taki obrót spraw. Przecież siedziałam w głowie bohaterki! Przecież czułam każde jej zdanie! Czy oślepłam?

A tu klops. Poczułam, że to trochę nie fair. Powinny być znaki, powinno być to „coś”, co by później ten finał związało z resztą powieści. Ja tego czegoś nie znalazłam. Tak, cała historia koniec końców jest naprawdę genialna, niby spójna, logiczna, ale autorka chciała chyba zbyt bardzo, by było szokująco. Jakby zapomniała, by dać czytelnikowi te wszystkie niewidzialne drobiazgi, które widzi się w thrillerach po czasie. A może były tak bardzosubtelne, że mój przerobiony thrillerami mózg ich nie wychwycił?

Miałam przez chwilę chęć, by zacząć czytać raz jeszcze – wiedząc, jakie jest zakończenie – szukać znaków. Bardzo możliwe, że to zrobię. Ani myślę skreślać autorkę – zaczęłam już jej kolejną powieść. Trochę też z ciekawości, czy tym razem też będę „ślepa” na podpowiedzi.

 

Do usłyszenia!

Something is wrong. Response takes too long or there is JS error. Press Ctrl+Shift+J or Cmd+Shift+J on a Mac.