Przegląd książkowy #1

 

Strasznie wyczerpują mnie takie książki. Trudno mi wtedy zatrzymać się, by zastanowić sie nad tym, jak skonstruowana jest powieść, jakie sztuczki stosuje autor – a ostatnio to robię i czuję, że czytam bardziej świadomie. No, ale w tym przypadku nie czytałam świadomie. Czytałam zachłannie.  

O czym mowa? o thrillerach!

W ogóle muszę nałykać się na zapas powieści na 8 miesięcy roku akademickiego, kiedy pewnie nie tknę niczego. Smuteczek, co? Dlatego teraz jadę w takim tempie. Dzięki temu mogę sworzyć kilka postów z książkami – chciałabym, by ten cykl stał się tradycją, ale nie mogę obiecać.

Lubicie thrillery? Bo ja bardzo. Choć zawsze wydawało mi się, lubię książki o miłości, przyjrzałam się swojemu czytaniu i to okropna bzdura, bo o miłości czytam bardzo rzadko. Dotarło do mnie, że najbardziej cenię sobie kryminały i thrillery właśnie + książki o trudnej tematyce (pisałam już o książkach z psychologią w tle).

To co, lecimy, nie?

Sharon Bolton – Małe mroczna kłamstwa

Okładka mnie zniechęciła, to cała seria wydawnicza, w której książki wyglądają w ten sposób. No, ale dałam jej szansę. I cieszę się, że – sztampowo – „nie oceniłam jej po okładce”.

Książka prowadzona jest w narracji pierwszoosobowej, ale – co chyba mogę Wam zdradzić – podzielona jest na 3 części, a w każdej z nich wypowiada sie inna z postaci. To tworzy nam luki w toku wydarzeń, zaczyna siać zamęt i sami nie wiemy już kto i co zrobił. Nie znaczy to, że nie można nadążyć za fabułą, można! Tylko staje się ona coraz bardziej zawiła i tajemnicza.

A z konkretów? Poznajemy kobietę, której dzieci zginęły kilka lat temu. Ona sama planuje „coś” na trzecią rocznicę ich śmierci. Ma głęboką depresję i jest jej wyjątkowo wszystko jedno. Wszystko dzieje się na wyspie w nadmorskim, małym miasteczku. Właśnie zaginął chłopczyk i zaczyna sie akcja poszukiwawcza. Okazuje się, że na wyspie w ciągu ostatnich kilku lat zaginęło już dwóch chłópców – do tej pory nie znaleziono ich ciał.

Społeczność na wyspie jest bardzo hermetyczna, ma również dość tragiczną przeszłość związaną z działaniami wojennymi. Szeryf nie chce przyjąć do wiadomości faktu, że zaginięcia chłopców są w jakiś sposób ze sobą powiązane. Głównej bohaterki ani to ziębi ani grzeje, ma swój tajemniczy plan i interesuje ją tylko jego realizacja.

Po stracie swoich synów stała się już tylko atrapą, która chodzi do pracy, karmi psa i czasami sama coś je.

A jednak, wydarzenia przybierają taki obrót, że zostaje ona zmuszona do chcąc nie chcąc, zaczyna angażować się w to, co dzieje się w miasteczku. Pytania za sto punktów:

  • co planuje bohaterka?
  • co stało się z jej synami?
  • kto stoi za zaginięciami chłopców?

Akcja prowadzona jest fajnie, bo interesuje nas od samego początku. Dużo tu niebanalnych tajemnic, dużo bólu po stracie, mało nadziei. W tle morze, mgła, łodzie.

Jo Nesbo – Syn

Gdybym wiedziała, że będzie tu coś o mafii – to nie wzięłabym jej z półki w bibliotece – ale nie wiedziała i wzięłam. Na moje szczęście! To świetny thriller (podsunęłam bratu, pochłonął w jedną noc).

Wchodzimy do więzienia, poznajemy chłopaka-legendę. Znany jest z tego, że wszyscy osadzeni się u niego spowiadają (nie, nie jest kapłanem). Morderca, który od kilkunastu lat jest zamknięty, nie ma z nim kontaktu, wiecznie jest na haju. Skąd w więzieniu ma narkotyki? A no, korupcja. Chłopak robi to, czego od niego chcą, a oni dostarczają mu jedyną rzecz, na jakiej mu zależy – czystą heroinę. Jest niegroźny, potulny, miły. O ile w ogóle ma kontakt z rzeczywistością, w co większość więzienia nie wierzy.

Chłopak stoczył się po samobójstwie ojca. W liście pożegnalnym owy ojciec przyznał sie do „bycia kretem” w policji. Wyobraźcie sobie – autorytet, idol, syn chce iść w jego ślady i zostać policjantem – a tu coś takiego.

Ale to nie byłby thriller, gdyby nie nastąpił przełom. Tak więc, następuje. Chłopak dowiaduje się, że być może samobójstwo i korupcja ojca była kłamstwem. No i się zaczyna.

Po raz pierwszy zostałam, jako czytelnik, postawiona w takiej sytuacji. Chyba kibicowałam seryjnemu zabójcy. Z drugiej strony, już w połowie książki było mi smutno, że nie będzie szczęśliwego zakończenia. Nie miałam pomysłu na to. jak się skończy. No i po czasie wiem, że nie wpadłabym na to nawet dumając nad tym dłużej.

Jedyny problem miałam z zapamiętaniem imion i nazwisk bohaterów. Może to przez norweskie pochodzenie, a może było ich za dużo, nie wiem. To jednak nie popsuło mi lektury, po prostu było małym kamykiem w bucie.

 

Charlotte Link – Złudzenie

Pod koniec ogarnęłam, że to w dużej części książka o miłości. Lub jej braku. O samotności, małżeństwie, nadziejach, romansach, życiu z drugim człowiekiem.

Wszystko to przykrywają szokujące wydarzenia, odkrywanie mrocznej i smutnej prawdy, morderstwo. Mnogość bohaterów i ich życiorysy nie pozwalają nam się nudzić, równomiernie zaczynają nas ciekawić co z nimi jest nie tak. Bohaterowi są fajnie narysowani, znajdujemy inwidua i ludzi z krwi i kości. To przypomina, jak bardzo się między sobą różnimy.

A jak właściwie zaczyna się książka? Zagininy mąż – czyli dość powszechny motyw thrillerów.

Czy zakończenie było porywające? Nie do końca. Ale całość powieści zrobiła na mnie dobre wrażenie, z pewnością dzięki wspomnianym bohaterom. Link to autorka, którą poznałam już dawno. W kolejce mam jej kolejne książki – „Drugie dziecko” i „Gra cieni”. Mam w planie dać Wam znać również o nich. Trzymajcie kciuki!

Lisa Unger – Zabójcza prawda

Zakochałam się w narracji głównej bohaterki. Wielokrotnie wspomina o tym, jaka jest – a jest pisarką. Być może dlatego tak bardzo ją polubiłam. To skłoniło mnie też do analizy własnego charakteru, tego jaka jestem i jak piszę. Zdałam sobie sprawę, że moje upierdliwe „dlaczego?” może mi się przydać nie tylko w psychologii, ale również w pisaniu.

Teoretycznie działania głównej bohaterki są bezsensowne i naciągane dla dobra akcji. Ale tak nie jest dzięki temu, że poznaliśmy bohaterkę. To pomaga nam zrozumieć dlaczego (dlaczego!) robi to, co robi. W miedzy czasie wplątuje nam się tutaj miłość, rozczarowanie, samobójstwo.

Znów niebanalne tajemnice, choć akcja zaczyna się (znów!) od zaginięcia męża. Zakończenie mnie zadowoliło – było chyba jedynym słusznym. A jednak, złapałam się na tym, że odrobinkę chciałabym czegoś innego, pewnie dlatego, że odnalazłam jakiś kawałek siebie w bohaterce. A co za tym idzie – moje pragnienia wsadziłam w akcje książki.

Tylko, że to nie bajka. To thriller.

W głowie zanotowałam, że koniecznie chcę wrócić zarówno do Unger, jak i do Nesbo.

Simon Beckett – Rany kamieni

Chłopak, który ucieka przed czymś tajemnicznym. Przez przypadek trafia na dziwną farmę, gdzie w zamian za miejsce w stodole, remontuje rozpadający się dom. Rodzina dziwna, tajemnicza, odcięta od reszty społeczności zamieszkującej tą wieś.

Akcja się kręci, kręci, kręci. Niby interesuje, niby chce się ją poznać, ale… Sama nie wiem, być może po kilku thrillerach z rzędu miałam wyostrzone zmysły i stałam się bardziej wybredna. Książkę czytałam, ale bez zapału, który towarzyszył mi np. przy „Zabójczej prawdzie”. Brakowało mi czegoś. Ot, chłopak, który ucieka, w plekacu ma kilogram koki i trafia na staroświecką farmę.

Krok po kroku poznajemy zarówno to, co działo się przed pojawieniem się chłopaka na farmie, jak i to, co dzieje sie aktualnie. Motyw tajemniczej farmy przekonał mnie bardzo, okładka krzyczała, że autor jest wybitny, że napisał już kilka bestsellerów. I się zawiodłam.

Punkt kulminacyjny pojawia się na samiusim końcu, trwa dosłownie kilkanaście kartek. Dobrze, że dobrnęłam, bo tajemnice okazują się druzgocące – tylko, czy nie można było wpleść więcej akcji i tego „WOW” w całość powieści?

Nie poleciłabym. Ach! No i to książka z tej samej serii wydawniczej, co „Małe mroczne kłamstwa” więc możecie dojrzeć podobieństwo w okładkach. W tym przypadku – zdaje się ona bardzo przesadzona, krwawo wcale aż tak nie było.

 

Jak podoba Wam się taki post tematyczny? Skusicie się na którąś z książek? A może już je czytaliście?
Jeśli mogłabym Was tak troszkę wykorzystać… polecicie mi Wasz ulubiony kryminał lub thriller? 🙂

 

Więcej książek znajdziesz na moim instagramie 🙂

Something is wrong. Response takes too long or there is JS error. Press Ctrl+Shift+J or Cmd+Shift+J on a Mac.
  • Kasia Goch

    Powiem Ci, że ja byłam kiedyś mocno na anty jeśli chodzi o thrillery i horrory w formie książkowej. I zaczęłam czytać Kinga. Teraz wiem, że książka może przerażać bardziej niż film.

    • Zdecydowanie 😀 Czytałam kiedyś jakąś, za cholerę nie pamietam ani tytułu ani autora, ale to była noc – nie mogłam się oderwać – i bałam sie isć siusiu. A nie byłam dzieckiem, dorosła już byłam 😀

  • Ty cieszysz się, że czasem zbyt szybko i pochopnie nie rezygnujesz z sięgnięcia po jakąś książkę, a ja cieszę się, że trafiłam do Ciebie. Raczej nie gustuje w takim typie książek, a przynajmniej tak mi się wydawało, ale po opisie sądzę że spodobałoby mi się.

    • spróbuj, może akurat. Mówię Ci, ja jeszcze niedawno myślałam, ze wolę jakieś takie obyczajówki, ale nie… już wiem czego szukać 🙂

  • Bardzo lubię thrillery, kryminały i inne powieści akcji, choć wobec nich jestem bardziej wymagająca. Romans może być sztampowy, ale od innych książek oczekuję wybicia w fotel. Mam na swoim koncie już kilka książek Nesbo i Link, wspomnianych przez Ciebie jednak nie znam.

  • uuuu dobre, dobre !!! Czytałabym!

    P.S. Super zdjęcia 🙂

    • och, dziękuję 🙂 to na potrzeba instagramu tylko, tak cykam, bo kiedyś mi to frajdę sprawiało i pomyślałam, ze spróbuję znów 🙂

  • Bardzo ciekawe pozycje, ja czytam ogolnie tylko ten gatunek ksiazek dlatego bardzo mnie zainteresowaly. Wpisuje na liste do czytania ;D

  • Jakoś nieszczególnie często czytam ten gatunek, ale książki Charlotte Link uwielbiam i sięgnę także po te wymienioną w Twoim poście 😉

  • Uwielbiam książki Nesbo, Beckett i Link, więc wstrzeliłaś się w mój gust 🙂