Lustereczko, powiedz przecie, czy to naprawdę jestem ja?

 

 

Jest rok 2010, Wrzesień

 

Wychodzę na balkon z laptopem. Siadam przy stoliku, włączam Worda. Stawiam obok siebie lusterko i rzucam paczkę papierosów. Postanowiłam przyzwyczaić się do swojego odbicia. Dziś znów z przerażeniem spojrzałam na to, co odbijało się w sklepowych witrynach – na siebie.

Lustereczko, lustereczko, powiedz przecie, czy to naprawdę jestem ja?

Zaciągam się papierosem. W nagłówku dokumentu piszę „Felieton”. Pierwsza praca domowa z polskiego – felieton o wczorajszych wrażeniach. Wrażenia pierwszaka! Oczywiście, nie mogę opisać własnych, nie chcę skierowania do szkolnego psychologa, bo go nie potrzebuję. Potrzebuję normalnej twarzy.

Zamykam oczy i wyobrażam sobie tę twarz, tę szkołę, w której byłabym z ładną buzią. Słowa skapują mi na klawiaturę, kap-kap-kap, jest ich dużo za dużo, nigdy nie wiem, kiedy skończyć marzyć. Ale teraz przychodzi mi to łatwiej, po prostu patrzę w lusterko. Słyszę łoskot z jakim uderzam o swoje prawdziwe życie. O prawdziwą siebie.

Zerkam jeszcze kilka razy. Przepisuję tekst na papier, nie używam korektora, przez chwilę waham się i w końcu wpisuję swoje pełne imię: Paulina. Jest tak samo obrzydliwe jak to, co widzę w lustrze. Mamy komplet.

Jest rok 2017, Sierpień

 

Stoję w łazience przy oknie. Przede mną lusterko, kubek z pędzelkami, seledynowy koszyk, którym trzymam kolorowe kosmetyki. Dopijam zimną kawę, odpalam papierosa, zaczynam nakładać podkład. Dużo podkładu. Szykuję bronzer, rozświetlacz, róż.

Robię to na pamięć. Nie lubię patrzeć, zwłaszcza z bliska i w ostrym świetle.

***

Zaczęły pojawiać się zaraz po Pierwszej Komunii. Wiem na pewno, bo zdjęcia w białej albie to ostatnie, na którym mam ładną skórą.

Dojrzewasz!
To taki wiek!

Boże, jak ja nienawidziłam tych zdań!

Miesiące zlewały się w lata, maści i kremy zamiast nowej sukienki, antybiotyki przytulające moją wątrobę. Nie jadłam ketchupu, kupowałam kosmetyki do cery trądzikowej, chyba piłam nawet drożdże. Na pewno je piłam, pamiętam.

Nie potrafiłam przyznać koleżankom z gimnazjum, dlaczego muszę na tydzień położyć się do szpitala. Na oddział dermatologiczny. Oczywiście, mijało. Och, mijało! Było, nie było, wracało, odchodziło. I moja mama, która zdjęłaby z siebie skórę i oddała mnie.

Nie miałam krost i krostek. Nie było ich kilka czy kilkanaście. W najgorszym momencie, wtedy, gdy zaczynałam szkołę średnią, gdy pisałam ten cholerny felieton, miałam jedną wielką ranę zamiast twarzy. Czerwono-bordowo-sine górki i dołki. Gruba, pokrywająca siedemdziesiąt procent twarzy ropa.

Byłam okrutnie brzydka. Mimowolnie wstrzymałabyś oddech na mój widok.

Czuję się nie na miejscu, kiedy wchodzę do sklepów z kosmetykami. Mam wrażenie, że zaraz usłyszę: „Czego tu szukasz, pani paskudo?”. Nie chcę, by kasjerka przyglądała się mojej twarzy, by doradzić odcień różu, nie chcę sprawdzać na dłoni koloru podkładu. Chcę kupić to, czego potrzebuję i wyjść.

Nie oglądam się w tych małych, pudełkowych lustereczka. Zwłaszcza na dworze i w ostrym świetle. Wtedy widzę wszystkie dziurki i dziury na skórze. Widzę blizny w miejscach, w których krosty pojawiały się jedna po drugiej. Dlatego wolę nie wiedzieć, że mam w kąciku oka kropkę z tuszu niż wiedzieć i przy okazji przyjrzeć się sobie.

Prawie zawsze maluję mocno oczy, bo tylko tak mogłam kiedyś odwrócić uwagę od reszty. Próbować odwrócić uwagę. Nie wiem, czy działało i czy działa; pewnie nie, ale weszło mi w krew, bo chociaż moją uwagę odwracało.

Odwraca codziennie.

Należą mi się ochłapy. Faceci bez przyszłości, z przeszłością, z inteligencją małpy. Tylko taki by mnie przecież chciał. Z łaską. Przecież nigdy nikt mnie nie podrywał. #mocneAuł. Przy innym, lepszym, czułabym się źle, bo po prostu – zasługuję na coś z niższej półki. Oczywiście, jeśli w ogóle na tej półce coś się znajdzie, bo możliwe, że nawet tam niczego dla mnie nie będzie. A przynajmniej – nie ma. Nie jest mi przykro, pogodziłam się z tym tak, jak z przyjściem zimy. Jest i niczego nie wskórasz.

Oczywiście, że tego nie przyznam. Nie przyznaję. Udaję, że dla samej siebie jestem ładna. W jakimś stopniu zaczęłam w to wierzyć, mam solidną motywację: muszę w to wierzyć, bo tylko tak uda mi się być szczęśliwą. Mamą.

Oczywiście, że odsunęłam od siebie tę myśl w kwestii mojego życia z Nim. Oczywiście, że nie ma żadnego powiązania, Pani Komisarz, z tym, że czuję się brzydka i jestem z facetem, który brzydko mnie traktuje. Nie ma, jestem pewna.

Na co dzień nie wracam i nie zaglądam do tej części siebie. Wciąż czuję bolące miejsca, czasami strasznie mi żal. Bo dlaczego ja?

 

 

 

  • Agnieszka Herman

    Grunt to pokochać siebie, z krostkami czy też bez. Jeżeli my siebie nie kochamy to nikt inny także nas nie pokocha.

  • Marlena Hryciuk

    Ja nie miałam problemów z trądzikiem, jednak w szkole średniej miałam koleżankę, która go miała. Miała podobne objawy co u Ciebie. Całą twarz miała w „wulkanach” jak to nazywała, ponieważ praktycznie całą twarz miała usianą w ropnych grudach, które czasami same z siebie pękały lub gdy je lekko naciskała wszystko tryskało. Współczułam jej bo widziałam jak to przeżywa. Zdarzały się głupie docinki szczególnie ze strony kolegów, jednak mimo wszystko była pewną siebie osobą, bardzo ją lubiłam. Któregoś roku po wakacjach gdy przyszła do szkoły prawie jej nie poznaliśmy. Znalazła w końcu dobrego dermatologa który jej pomógł (oczywiście łykała wiele tabletek, miała jakieś specjalnie sporządzone toniki), czasem coś się pojawiało ale nie było tragedii. Dziś to piękna dziewczyna, której udało się pokonać swoje niedoskonałości! 🙂 Cieszę się, że i Tobie się udało, dzięki czemu jesteś szczęśliwsza 🙂

  • Angelika Ziętek

    Pięknie piszesz. Cieszę się, że udało Ci się pokonać problem;)

  • Dobrze, że ten problem zniknął. Pewnie pozostała akceptacja siebie. Po tylu latach patrzenia na swoją niedoskonałą twarz nie jest to łatwe. Ja też kiedyś miałam problem z trądzikiem, choć nie tak wielki. Trochę jakby rozumiem, o ile można zrozumieć drugiego człowieka, którym nie jesteś, nie byłaś i nie będziesz.
    W każdym razie pisanie na pewno jest Twoim atutem.

  • Słowogród

    Paula, no nie mów, ja od początku swojej blogowej przygody żyję z opinią, że jesteś najładniejszą blogerką polskiej blogsfery. W dodatku inteligencja dochodzi. I piszesz… Zestaw idealny.

  • Wyleczyłam pochodną witaminy A. Moja twarz była jak z czerwoną wysypką wcześniej. Nauczyłam się, że dyskusja jest wygrana, gdy przeciwnik zaczyna wypominać ci trądzik.