Nie mam życia towarzystkiego, mam notatki

Sesja trwa. Zadrukowanego papieru przybywa, tuszu ubywa, wszyscy zginiemy.

A tak na serio, zaczynam wymiękać. Wszystko kręci mi się wokół segregatorów, koszulek, notatek na Dysku Google, notatek ręcznych, notatek do wydrukowania, notatek do pozakreślania, czytania przed snem, czytania na boisku z dziećmi, przy piaskownicy, w „wolnej chwili” na huśtawce w ogrodzie. Mdli mnie. A mnie – kujona w gimnazjum – ciężko zemdlić nauką.

Nie mam życia towarzyskiego, nie mam faceta i nie studiuję dziennie (więc odlicz sobie imprezy a dodaj taką samą sesję). Studiuję sobie zaocznie, mam 3letniego synka i zajmuje się jeszcze dwu i pół latkiem, ogarniam dom („tylko” ogarniam, jak nadal sądzą Panowie w XXI wieku) – i właśnie, notatki. Rano do kawy planuję które notatki, na dworze z dzieciakami czytam notatki, w domu, gdy śpią ogarniam brakujące notatki i czytam te, które już mam. Uczę się uczę się uczę się. Się. Się.

Potrzebuję jakiegoś szaleństwa – na przykład pisania bloga! Błagam, czegokolwiek, by nie zwariować w tym sesyjnym bagnie. Wiem, że za miesiąc będzie mi brakowało uczelni i zajęć – ale teraz mam już dość. Czuję zimny pot, gdy myślę o tych wszystkich szczegółach i szczególikach z układu nerwowego, które są w segregatorze, a których ja jeszcze nie znam. A egzamin za 7 dni.

Zachciało mi się czegoś innego. Ale! niczego szczególnego, po prostu coś potworzyć, porobić, popisać, pogadać. Pewnie po 8 lipca zacznę znów ogarniać copywriting, bo hajsy się same nie zrobią, ale to nie to… I sobie przypomniałam, że te bóle fantomowe to pewnie przez braki w blogowaniu. Bo kiedy ja tak naprawdę i z pasją blogowałam? Sto lat temu!

Więc niech dziś będzie ten pierwszy dzień po stu latach. Na tym zakończmy, zobaczmy się w wkrótce Czytelniku! Ja wracam. Do notatek.